Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagroda Zajdla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagroda Zajdla. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2025

Czułe narratorki i gulasz z dwunożnych tasiemców (Olga Tokarczuk, Empuzjon)

Gdyby nie nominacje do fantastycznej Nagrody Literackiej im. J. Zajdla w 2023 roku, nie sięgnęłabym po Empuzjon Olgi Tokarczuk. Z opinii wokół wynikało, że to książka, której wartość literacką przesłonił wsad ideologiczny, a poza tym ma obleśne momenty. Rzeczywistość okazała się jednak lepsza.


Z Mieczysławem z Empuzjonu łatwo się identyfikować.
Szczególnie złapała mnie za serce scena kąpieli.


Empuzjon opowiada historię Mieczysława Wojnicza, polskiego studenta, który z zaboru rosyjskiego przyjeżdża na kurację do sanatorium w Görbersdorfie (ówczesne Niemcy, dziś polska miejscowość Sokołowsko). Zamieszkuje w pensjonacie prowadzonym przez niejakiego Wilhelma Opitza, któremu tuż po przyjeździe Wojnicza umiera żona, Opitz jednak okazuje się tą śmiercią niemal nieporuszony, jest bowiem do szpiku kości mizoginem, a dodatkowo uważa, że mężczyzna nie powinien okazywać uczuć. 


MIZOGINI (I TYLKO ONI) SĄ WŚRÓD NAS

Pozostali mieszkańcy pensjonatu również okazują się mizoginami i spora część fabuły upływa na ich dysputach nad marnością płci niewieściej (parafrazują przy tym rzeczywistych autorów od antyku do współczesności - na końcu powieści Tokarczuk podaje listę nazwisk). Bohaterowie odbywają też kilka wycieczek, podczas których a to pałaszują wstrętne, mięsne, kojarzące się w ten czy inny sposób ze stereotypową męskością dania, a to zwiedzają atrakcje eksponujące ohydę płci męskiej: szczeliny skalne, z którymi wiąże się legenda o kobietach posądzonych przez mężczyzn o czary, czy też nieprzyzwoite lalki zbudowane w lesie przez węglarzy. Reszta fabuły to losy Wojnicza, który zmaga się z zagadką odgłosów ze strychu, ukrywaniem pewnej tajemnicy oraz poszukiwaniem siebie, a także dygresje pokazujące maskulinistyczne świństwa dokonywane przez poszczególnych bohaterów. Jest też element fantastyczny, związany z narratorem, czy raczej całą gromadą czułych narratorek.

 

PRZYJEMNOŚCI TEKSTU

Trudno brać na poważnie to zaangażowanie w jakąś karykaturalną wersję feminizmu, co sprawia, że książka dała mi sporo przyjemności jako lektura polemiczna: co skrajnego autorka jeszcze wymyśli? Poza tą niezamierzoną przyjemnością, Empuzjon daje też jednak nieco satysfakcji innego rodzaju. Z przyjemnością chłonęłam atmosferę Dolnego Śląska, którego tajemnicze i mroczne (jeden z nich opisał w Miedziance Filip Springer) zakątki miałam okazję swego czasu dobrze poznać turystycznie. Jak przystało na autorkę klasy Tokarczuk, powieść jest napisana doskonałym językiem. Poza tym, na tle wielu poznanych przeze mnie tytułów w polskim mainstreamie, wielkim plusem jest to, że Empuzjon ma fabułę. Co więcej, ta fabuła wciąga, a główna zagadka, nawet jeśli czytało się wcześniej (uczciwe, niespoilerujące) recenzje, jest trudna do rozwikłania aż do ostatnich stron.

 

EPIFANIA W ŁAZIENCE

I wreszcie - to również jedna z cech dobrej popkultury, którą miło zobaczyć w dziele aspirującym do literatury wysokiej - postać głównego bohatera, Mieczysława, budzi przemożną sympatię i daje czytelnikowi możliwość identyfikowania się z nim. Szczególnie złapała mnie za serce jedna z historii z jego dzieciństwa: Mieczysław zmaga się z tajemniczą przypadłością, która powoduje zakłopotanie i stygmatyzację ze strony nawet najbliższych osób. Wyjątkiem jest jego opiekunka, która kocha go bezwarunkowo. Najlepiej widzimy to w scenie kąpieli, gdy starsza kobieta, myjąc małego Miecia, obsypuje go najczulszymi określeniami, a ten, jak rzadko w swoim dotychczasowym i późniejszym życiu, czuje się naprawdę szczęśliwy. Jest to fragment, koło którego zapewne trudno przejść bez wzruszenia zarówno czytelnikowi, który ma doświadczenie opieki nad drugą osobą i miłości do niej, jak i osobie wierzącej w bezwarunkową miłość Boga do człowieka, jaki by nie był. 

 

I choć moim (i z tego, co widzę, zdecydowanie nie tylko moim) zdaniem propagowanie feminizmu i walki z mizoginią Oldze Tokarczuk w Empuzjonie mocno nie wyszło, to ten niewielki, znany w tej samej formie od wieków, niekontrowersyjny (przynajmniej tak mi się wydawało do nieszczęsnego lata 2024) temat z arsenału politycznej poprawności, który dotyczy Mieczysława, jest odrobiony świetnie i może niejednego czytelnika przekonać do większego szacunku i miłości bliźniego osób, które mierzą się z podobnym wyzwaniem. 

 

ZAKRZYWIONA RZECZYWISTOŚĆ

Zresztą jeśli by cały Empuzjon czytać nie jako komentarz do ideologicznej bieżączki, ale właśnie przez subiektywny filtr historii Mieczysława, to zaczyna on wyglądać dużo sensowniej. Główny bohater miał bardzo dobre powody, by czuć mdłości w związku z gulaszem z tasiemców, jurnymi historyjkami innych kuracjuszy i ogólnie ideą, która łączy te wątki. Może więc świat przedstawiony w Empuzjonie jest tak przerysowany nie za względu na ideowe "przegięcie" autorki wewnętrznej, ale na wyczulenie głównego bohatera na pewne tematy, które zakrzywiło całą rzeczywistość książki i pod koniec osiągnęło taki poziom, że popchnęło Mieczysława do takiej a nie innej decyzji?


Tokarczuk, Olga. 2022. Empuzjon. Kraków: Wydawnictwo Literackie.

 Ilustracja: Obraz Clker-Free-Vector-Images z Pixabay


sobota, 29 sierpnia 2015

Skromna propozycja co do problemów z Zajdlami

Po przyznaniu w zeszłą sobotę Nagród Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla, jak co roku wróciły dyskusje o związanych z nią problemach. Najważniejszy jest chyba zarzut (o którym napisała na swoim blogu m.in. laureatka Ania Kańtoch), że głosujący są nieobiektywni – albo nie czytają książki i polegają na modzie lub znanym nazwisku, albo dają się zbałamucić lobby fanów danego pisarza, albo kierują się osobistą sympatią do któregoś z nominowanych i głosują na niego, bo chcą być mili (co zresztą Ania rewelacyjnie krytykuje).

Co do nieczytania, to może trochę pomogłoby zaznaczenie, żeby głosować tylko na utwory, które się przeczytało, a resztę miejsc zostawić puste? To wcale nie jest takie oczywiste. Co do nieobiektywności, to jest to chyba nie tyle błąd w organizacji głosowania, co problem ogólnoetyczny – Matka Teresa czy Sokrates pewnie potrafiliby kompletnie nie mieć „względu na osoby” i wybraliby tego Zajdla idealnie, ale myśmy niedoskonali ludzie są... Można temu może zaradzić indywidualnie, pracując na sobą czy coś, ale nie systemowo. 

Chociaż...

Jak fajnie mają anonimowi recenzenci w czasopismach naukowych! Dostają do oceny artykuły z pięknie wyblankowanymi danymi autora, na manuskrypcie jest może tylko jakiś zgrabny kod identyfikacyjny, nic więcej. Mogą się do woli nurzać w merytorycznych wartościach tekstu i nie bać, że wewnętrzny chochlik każe im zagłosować „na nazwisko”.

To może też tak zróbmy? Wszystkie premiery fantastyczne każdego roku mogłyby ukazywać się bez nazwisk autorów. Po wybraniu nominacji do Zajdla ogłaszano by dopiero, kto napisał książki, które nie zostały nominowane (na stronach tytułowych byłyby wolne miejsca jak na szkolnych zeszytach, żeby wpisać sobie nazwiska). Autorzy powieści-nominantek pozostaliby natomiast nieznani aż do Gali Zajdlowskiej. Żeby dodatkowo skomplikować przedwczesną identyfikację, można by pomyśleć o ujednoliceniu szaty graficznej wszystkich książek, pozamienianiu nazw wydawnictw i wprowadzeniu małych zmył co do tego, która powieść jest kontynuacją którego cyklu.

Przy książkach papierowych byłaby to jeszcze pewna fatyga (może przydałaby się jakaś nowoczesna wersja atramentu sympatycznego?), ale w wypadku e-booków dałoby się pewnie taki kamuflaż wprowadzić za pomocą jakiejś zmyślnej apki, która dopiero w polconową sobotę wyświetliłaby czwórkę tytułową i pozmieniała wszystko jak trzeba.

I to by dopiero była książka 2.0...

P.S. Tytuł notki pożyczyłam z satyry Jonathana Swifta – jego Skromna propozycja była rzekomym projektem zaradzenia głodowi w XVIII-wiecznej Irlandii i krótko mówiąc, cechowała ją równie nieziemska przydatność, jak moją propozycję odnośnie do Zajdli (była tylko bardziej makabryczna – nie polecam, ale osoby o mocnych nerwach mogą ją odszukać w Internetach). Oprócz warstwy satyryczno-makabrycznej, miała też jednak mocną wymowę społeczną – mobilizowała Anglików do pomocy Irlandczykom. Ja wielkich ambicji naprawczych nie miałam, ale kto wie – może powyższy obrazek, tak jak bazgroły Jacksona Pollocka, które podobno chętnie wieszają sobie dla inspiracji reklamiarze w agencjach, podrzuci komuś jakąś praktyczniejszą myśl na temat problemu, na który co roku narzeka fandom?