![]() |
| Agata, bohaterka Teraz. Bardzo osobistej historii, szuka łącznika między miłością do teatru i do Boga. |
Siostra Benedykta Karolina Baumann OP, dominikanka, reżyserka teatralna i blogerka, jest na mojej prywatnej liście fajnych ludzi wierzących. Ucieszyłam się, że rok temu wydała nową powieść.
Książka Teraz. Bardzo osobista historia opisuje życie Agaty, córki aktorów dorastającej w cieniu rozstania rodziców, alkoholizmu i nieodpowiedzialnego życia matki oraz nieczułości wychowującej ją babci – członkini zboru Świadków Jehowy. Dziewczynka, pomimo trudnego startu, odnajduje swoją pasję – polonistykę. Następnie czytamy o tym, jak dalej układa sobie życie – o odbudowywaniu trudnych relacji rodzinnych, odkrywaniu wiary i powołania oraz częściowym podążeniu w ślady rodziców w kwestii zamiłowania do teatru.
Dla kogo to książka, prócz takich osób jak ja, szukających interfejsu między wiarą i twórczością, i interesujących się ludźmi, które te dziedziny łączą? Na pewno dla entuzjastów historii opartych na faktach (autorka pisze, że postać Agaty współdzieli z nią część doświadczeń życiowych), w tym szczególnie nietypowych herstorii albo nieucukrowanych świadectw nawrócenia.
TRUDNE DZIECIŃSTWO I SZUKANIE BOGA
Ponadto, początkowa część książki, o dzieciństwie Agaty, dostarcza wzruszeń i jest mocną historią o zmaganiu z nałogiem w rodzinie. Mnie poruszyła, na pewnych etapach życia jest się szczególnie wyczulonym na punkt widzenia dziecka i empatyzowanie z jego smutkami i marzeniami. Z zainteresowaniem i również poruszeniem przeczytałam o nawróceniu religijnym Agaty. Prócz tego, że moje doświadczenia jako dojrzewającej katoliczki były częściowo podobne, zaciekawiło mnie to, że bohaterka swoją wiarę przeżywa w pewnej niszy – w duchowości dominikańskiej, w dużym mieście, otoczona "fajnymi księżmi" i przez nich prowadzona. Pojawia się wręcz wrażenie, że nie wyobraża sobie wzrastania w wierze poza tą niszą. Gadałam o tym z ludźmi w grupie synodalnej i spotkałam się z podobnymi odczuciami – z żalem, że trzeba się naszukać, żeby znaleźć dobre środowisko do odkrywania wiary.
ACH, TA MŁODZIEŻ...
Druga część Teraz. Bardzo osobistej historii skupia się na nauczycielskich i teatralnych doświadczeniach bohaterki. Jest pogodniejsza, mniej tam dramatycznych zwrotów akcji. Zawiera natomiast ciekawe, aktualne i dokonane z niecodziennej perspektywy (siostry zakonnej, katechetki i reżyserki) obserwacje na temat współczesnej młodzieży i wyzwań w pracy z nią. Kto miewa również zawodowo do czynienia z młodzieżą, może – jak ja – skonfrontować je z własnymi doświadczeniami. Dla mnie ciekawy był obraz tego, że nawet będąc popularną, osiągającą sukcesy mentorką młodzieży, w wielu sytuacjach wraca się na tarczy. Nie uniknie się agresywnych pytań o wiarę, na które brak odpowiedzi, czy popełniania zwyczajnych głupstw.
SZTUKA CZY BIOGRAFIA?
Z doznań bardziej ambiwalentnych, szczególnie w drugiej części powieści siostry Baumann miałam wrażenie wpadnięcia w dolinę niesamowitości między biografizmem a fikcją literacką. Czy czytam jeszcze historie prawdziwych ludzi, czy jest to już wyobraźnia autorki? Wolę, kiedy te sfery są jaśniej rozgraniczone, kiedy wiem, że oto czytelnik powinien zachować powagę należną zwierzeniom albo przeciwnie, może pozwolić sobie na lekkość interpretacji pisarskiego zmyślenia. Przy czym od biografizmu sauté wolę rzeczywistość mocniej przefiltrowaną przez wyobraźnię.
ELEKTRYZUJĄCY ŚMIECH MARIKI
Natomiast najbardziej zapadły mi w pamięć w Teraz. Bardzo osobistej historii trzy hasła, którymi Agata/autorka wewnętrzna opisuje swój stosunek do sztuki. Wszystkie są zebrane w tym fragmencie:
A ja mam do zaoferowania światu tylko to jedno krótkie: 'Galilejczyku, zwyciężyłeś!' i mój śmiech Mariki, to uszkodzenie duszy, tę malutką, nie do końca zabliźnioną ranę, która wywołuje wieczny niepokój. Ukoić go może jedynie sztuka.To tak mało – a może Tobie wystarczy, Jezu? Może to jest właśnie moja najpiękniejsza opowieść o Tobie?
s. B.K. Baumann OP, Teraz. Bardzo osobista historia, s. 495-496
Śmiech Mariki to wspomnienie Agaty o roli jej matki w Niemcach Kruczkowskiego. Kilkuletnia Agata była przerażona i zarazem zafascynowana, gdy matka, odgrywając rolę ukochanej esesmana, wybuchnęła nienaturalnie głośnym śmiechem, pokazując zszokowanie bohaterki niegodziwością wybranka. Agata przejęła się teatralną sztucznością tego śmiechu, jego emocjonalną wieloznacznością i trudną moralnie sytuacją w tle. W dorosłości odkryła, że siła doznań artystycznych, którą odkryła w tamtym śmiechu, to coś, czego najbardziej szuka w teatrze i sztuce w ogóle.
Uszkodzenie duszy – tak jak widać w cytacie: niepokój duchowy wywołany sztuką. Dla osób twardo stąpających po ziemi uczucie może nieco podejrzane a przynajmniej niepraktycznie, ale widać po coś Pan Bóg zasiał je w niektórych duszach.
I "Galilejczyku, zwyciężyłeś!" – zawołanie buntownika Pankracego z Nie-boskiej komedii Krasińskiego. Pankracemu udało się obalić wcześniejszy porządek polityczny, ale nie udało się pokonać Boga. Dla książkowej Agaty to zawołanie jest łącznikiem między jej miłością do sztuki i do Boga.
Szukanie takich łączników jest bliskie również mnie, uszkodzenie duszy też odczuwam. Śmiech Mariki rozumiem, choć jaki jest odpowiednik dla mnie? Może Meister Eckhart z Oberków do końca świata Wita Szostaka – też jest jakaś sztuczność literackiego konceptu, przy tym niejednoznaczność w podziale na dobro i zło (choć u Szostaka więcej dobra), a wszystko razem kopie z nieoczekiwaną emocjonalną siłą.
Podsumowując – Agato, siostro Estero, rel.
S. Benedykta Karolina Baumann OP, Teraz. Bardzo osobista historia. Kraków 2025: Wydawnictwo Esprit.
Ilustracja: projetotudoaver0 z
Pixabay
