Wróg Łukasza Orbitowskiego to powieść, w której splata się
historia życia niesławnego cesarza rzymskiego Nerona oskarżanego o podpalenie
Rzymu i krakowskiego strażaka z epoki popeerelowskiej transformacji, za którego
służby miał miejsce pożar domu handlowego Gigant. Strażak ratuje tę
konstrukcję. Fabularną, znaczy się.
![]() |
Neron Orbitowskiego jest konstruktowy, nieobiektywny, a przede wszystkim – widziany z perspektywy lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. To dobrze. |
Przez pierwsze kilkadziesiąt stron Wroga obawiałam się, że nie będzie to dobra powieść. Długi passus o dzieciństwie głównego bohatera (osoba nieznająca wystarczająco historii starożytnej nie wie jeszcze, że to Neron) przebiegającym w antycznych realiach czytało się nieźle, jednak miał on posmak banalnej historycznej obyczajówki w stylu tych, które babcie i ciocie naszego pokolenia zamawiały wysyłkowo dwadzieścia lat temu. (Neron był sympatycznym brzdącem i dowiadujemy się, jakie lubił zabawki. Och, cóż za odbrązowienie.) Co więcej, gdy zaczęłam sprawdzać sobie faktografię z Wikipedią, tym bardziej “źle to wyszło”, bo ten fragment książki nie tak znowu wiele wnosi do tamtejszych wpisów w temacie.
WIKIPEDYZM UZASADNIONY
Większego szacunku do tej książki nabrałam, gdy rozkręcił się
wątek Staszka Zolla – strażaka, który wiedzie szare życie, dopóki nie ulega
wypadkowi na jednej z akcji. W miarę, jak okazywało się, że opisywany Neron
jest bądź to wykwitem chorego umysłu, bądź to uruchomionym przez wypadek
wspomnieniem z poprzedniego życia bohatera (w duchu pitagorejskiej wiary w
reinkarnację), ta schematyczność i wikipedyzm zyskały usprawiedliwienie.
Niezależnie, z jakiej przyczyny w głowie Staszka “wybuchło” życie rzymskiego cesarza,
było to przecież życie prześwietlone przez Staszkową umysłowość. Nic dziwnego,
że chłopak, który nie był orłem w szkole, nie miał na koncie jakichś
niesamowitych lektur, a w późniejszym okresie życia wiedzę zdobywał przez
przeczesywanie Internetu (fakt, wówczas jeszcze nie Wikipedii, ale zapewne
analogicznych źródeł), widział i opisywał Nerona właśnie tak.
Neron Orbitowskiego jest zatem Neronem konstruktowym, nieobiektywnym, a przede wszystkim – widzianym z perspektywy czasów współczesnego bohatera, czyli lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Widać to w warstwie światopoglądowej i obyczajowej książki. Głównymi motywacjami Staszkowego Nerona nie są jakieś obce nam, swoiste dla czasów Starożytnego Rzymu idee, ale wytykany przez psychologów pokoleniu X i Y people-pleasing, czy też zrozumiałe u kogoś, kto widział peerelowską biedę, przaśnie wyrażane uwielbienie dla dobrego jedzenia i alkoholu. Szczególnie alkoholizm Nerona u Orbitowskiego wydaje się mocno ahistoryczny: w kluczowym, tragicznym momencie fabuły pod koniec książki, pijany i agresywny protagonista zachowuje się jak stereotypowy przedstawiciel polskiej patologii z poprzedniego pokolenia, nie jak antyczny konsument alkoholu, którego wzorzec picia był inny i jednak zazwyczaj mniej drastyczny.
ŚWIĘTY PAWEŁ U WALASZKA
Także stosunek powieściowego Nerona do kiełkującego chrześcijaństwa kojarzy się bardziej z antychrystianizmem swojskim i współczesnym, niż domniemanym antycznym. Orbitowski, inaczej, niż np. Sienkiewicz w Quo vadis, przedstawia Nerona od strony bardzo ludzkiej, wręcz dającej się lubić, nie stawia też dychotomii między złym Neronem a dobrymi chrześcijanami. Autor darowuje sobie jednak wchodzenie w poważny dialog dwóch wielkich narracji, myślenia antycznego i chrześcijańskiego, nie daje Neronowi jakiejś poważnej idei, która usprawiedliwiałaby nienawiść do wyznawców Chrystusa. Zamiast tego mamy u cesarza myślenie takiego właśnie Staszka, chłopka-roztropka spod polskiej budki z piwem – co to za ludzie ci chrześcijanie, nie lubią libacji i panienek, w dodatku obstają przy swoim sztywnym świętoszkowaniu zamiast pokombinować w życiu bardziej praktycznie. Do tego dochodzi u Nerona niewytłumaczalna, bezinteresowna, acz intensywna do granic skrajnej agresji irytacja chrześcijaństwem – reakcja, której stereotypowy egzorcysta mógłby oczekiwać po jakimś chłoptasiu, który w latach 80-tych czy 90-tych np. zbyt mocno zadawał się z niewłaściwą subkulturą czy na zbyt poważnie słuchał mhrocznej muzyki. Kulminacją Staszkowej wizji chrześcijaństwa we Wrogu jest proces św. Pawła, gdzie Apostoł Narodów jest przedstawiony mniej więcej w tym duchu, co Kazik Staszewski w Pod gradobiciem pytań Walaszka. Paweł, który, sądząc na podstawie listów, uzyskanych zasięgów i życiowych doświadczeń, musiał mieć w realu tęgi intelekt, hart ducha i sporo charyzmy, jest u Orbitowskiego (czy raczej w głowie jego protagonisty) groteskowo słaby, niemądry, widziany z perspektywy irytujących nawyków, a w dodatku Orbitowski dopisuje mu do biografii rzekome zadenuncjowanie świętego Piotra (gosh...). Podobnie niepochlebnie do granic surrealizmu przedstawiony jest wcześniej w książce inny wielki antyczny autorytet, nauczyciel Nerona, Seneka. Ot, przaśne poczucie humoru z czasów po polskiej transformacji.
(Jakkolwiek można też ten obraz chrześcijaństwa potraktować
jako morał. OK, łatwo się domyślić, że co znakomitsi pierwsi chrześcijanie nie
byli tacy, jakimi widzi ich Neron-Staszek u Orbitowskiego. Ale może on widzi
ich w ten sposób, bo napatrzył się na ich odpowiedniki w swojej epoce? Czyli na nas? I czy my w chwili próby rzeczywiście mniej sypalibyśmy
kolegów, odważniej stawialibyśmy czoła niebezpieczeństwu, lepiej
powstrzymywalibyśmy żenujące obżarstwo?)
KOLEJNY WAŻNY GŁOS O ANTYKU? NA SZCZĘŚCIE NIE
Tak odczytuję Wroga Orbitowskiego i ja tę historię, w takiej interpretacji, kupuję. Zdziwiłam się (i zainspirowałam) recenzją Wojciecha Chmielarza, który widzi we Wrogu doniosłą próbę odczarowania mitu ważnej postaci antyku i przeniesienia czytelnika w świat epoki. Ja jednak traktuję tę książkę mniej serio i obawiam się, że pisanie w dzisiejszej popkulturze o antyku w sposób tak poważny i wielkonarracyjny, jak sugeruje Chmielarz, mogłoby skończyć się powtarzalnością i kiczem. Gdy natomiast jest to zrobione tak, jak we Wrogu – w sposób jednostkowy, celowo niewiarygodny, przepuszczony przez niepowtarzalny filtr – tu przez epokę Andrzeja Leppera, Wielkiej Gry i chwilówek – staje się udanym chwytem literackim. Tym samym Wróg Orbitowskiego to jeden z niewielu przypadków rzeczywiście satysfakcjonującego ogrania przecenianego w polskiej literaturze tematu Pamięci. Życie rzymskiego władcy-ladaco “pamiętane” przez polskiego socjopatycznego strażaka – czy to nie ciekawsze od kolejnych koturnowych wspominek rodzinnych, od których roi się w naszej literaturze najnowszej?
Orbitowski, Łukasz (2024). Wróg. Warszawa: Świat Książki.
Ilustracja: OpenClipart-Vectors z Pixabay
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz